23 Apr

Explore Australia

Planujesz podróż do Australii?
Chcesz zafundować sobie road tripa?
Nie przejedziesz z jednego końca kraju na drugi w ciągu doby; w ciągu tygodnia też nie.
Pamiętaj, dystanse pomiędzy głównymi atrakcjami są dość spore i choć byś nie wiem ile redbulli w siebie wlał, kiedyś będziesz musiał zjechać z autostrady i się zdrzemnąć. Zmęczenie jest w pierwszej trójce zabójców na naszych drogach.
Tutaj znajdziesz info o dostępnych miejscach postojowych, gdzie możesz bezpiecznie zatrzymać się i uciąć komara gdy ogarnie cię senność.

Bezpiecznej podróży!

www.exploreaustralia.net.au

8 Jul

Barwy nocy

Vivid ponownie zawitał do Sydney.

Po zapadnięciu zmroku nocne niebo rozświetlają barwne światła, a kamienne, bladobeżowe budynki odziewają się w zupełnie nowe, skrojone dla nich na miarę szaty i próżnie przeglądają w lustrze wody zatoki. Miasto mieni się kolorami i czaruje zwiedzających mrugając do nich nie tylko w przenośni.
Tak jak nurkowie odkrywają nowe barwy podwodnego świata podczas nocnych eskapad, tak i my, jak co roku, z zainteresowaniem obserwowaliśmy odmienione oblicze naszego miasta po zapadnięciu ciemności. Fasady obiektów w centrum stają się płótnem dla kreatywnych malarzy, wyświetlających swoje wizje w rytm muzyki. Zabawa formą, kształtem, konwencją, kolorem zaskakuje na każdym kroku. I urzeka.

Zwycięzcą w naszych oczach, jak zresztą co roku, był Custom House w Circular Quay. Najciekawsza iluminacja, najbardziej dopracowane szczegóły. Magnes przyciągający wszystkich – od przedszkolaków po emerytów.
Nic dziwnego, że na kamiennym placu przed budynkiem spędziliśmy ponad godzinę przecierając oczy z zachwytu. A co widzieliśmy, to i Wam pokażemy!

Oprócz profesjonalnych obrazów, które rzutowane były na budynki w centralnych punktach miasta, na ścianach Uniwersytetu w Sydney można obejrzeć projekty wykonane przez studentów.

Nie zabrakło też atrakcji w Darling Harbour, gdzie co pół godziny odbywają się pokazy światła, muzyki, laserów, fajerwerków, ognia i wody.

11 May

Busz-łazikowanie

Wiosna i jesień to moje ulubione pory na bush-walking. Lato jest często zbyt upalne i wybieram wtedy plażowanie. Zimę z kolei spędzamy raczej w europejskich klimatach (czytaj: znowu mamy lato).
Ostatnie tygodnie w Sydney wyjątkowo nie sprzyjały wyprawom. Koszmarne ulewy przetoczyły się przez miasto zamieniąjac ulice w rwące potoki, a sztormy zasypały piaskiem z plaż okoliczne parkingi. Gdy strumienie wody lały się za oknami, myślami wędrowałam w cieplejsze klimaty odliczając dni do kolejnych wakacji. Nosi mnie, by znowu wybrać się na całodzienną wyprawę w australijską dzicz. Z chęcią wybiorę się znowu na przykład do rezerwatu przyrody Muogamarra. Choć w tym przypadku muszę uzbroić się w cierpliwość, bo miejsce to jest otwarte raptem 12 dni w roku, przez 6 wiosennych weekendów. Jakby tego było mało, liczba odwiedzających nawet w te kilka dostępnych “okien” jest reglamentowana. Wszystko to w imię ochrony przyrody. A jest co chronić.
W parku wytyczonych jest kilka szlaków; od krótkich, 30-minutowych po 6-godzinne. Wszystkie zaczynają się i kończą w punkcie informacji turystycznej, gdzie liczne tablice informacyjne poszerzają wiedzę zwiedzających w zakresie lokalnej fauny i flory. Na zwiedzanie parku można się wybrać z przewodnikiem jednak my wybraliśmy opcję eksploracji niezależnej. Przewodnik-elekt naszej 20-osobowej grupki to bywalec tego miejsca z poprzednich lat. Po kilku godzinach szwendania się po lesie, dotarliśmy nad urwisko, gdzie w pełnym słońcu, przy zapierających dech w piersi widokach na Hawkesbury River i Mooney Mooney wpałaszowaliśmy przyniesione kanapki. Eh, żeby tak codziennie jeść obiad z takim widokiem!

Poniżej foto-relacja ze spaceru: