3 Jun

Do pracy rodacy czyli tam i z powrotem

Od pewnego czasu polubiłam poniedziałki :-) Były to bowiem moje skondensowane weekendy. I jak to z weekendami bywa z utęsknieniem ich wyczekiwałam. Czasem, by spędzić choć część tego nietypowego weekendu z Kubą, wsiadałam na rower i mknęłam na 12 (pora lunchu) do fabryki, gdzie w pocie czoła zaczynał on nowy tydzień.
Tak się składa, że z Rockdale do Homebush biegnie cały czas droga rowerowa, którą możnaby porównać do Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego… Wije się ona bowiem cały czas wzdłuż rzeki (Cooks River) z dala od cywilizacji. Większość czasu jedzie się przez parki więc jest zielono i bezkolizyjnie.
Wprawdzie nie jest to najkrótsza droga, by dotrzeć do Homebush, jednak zdecydowanie przyjemniej mknie się, gdy nie trzeba co chwilę zatrzymywać się na światłach. Do tego po drodze można zaobserwować mnóstwo papug, kormoranów czy pelikanów (plus masę mniejszych kolorowych australijskich ptaków, których nazw nie znam). W niektóre poniedziałki miałam nawet wrażenie, że mijam więcej ptaków niż ludzi :-)

Cała trasa zajmuje godzinkę z małym hakiem (w jedną stronę), czyli w sam raz, by zgłodnieć :-)

Ponieważ od miejsca pracy Kuby jest rzut beretem do parku olimpijskiego, czasem zdarza mi się też pokrążyć w okolicy. Częścią parku olimpijskiego jest tzw. Bicentennial park z mnóstwem stawów, kolorowego ptactwa, ogromnymi kaczkami i ohydnymi gigantycznymi pająkami.
De facto na całej długości pokonywanej trasy można zaobserwować sporo pająków, które budują swoje sieci najczęściej wysoko między drzewami. Jadąc czy idąc nie warto podnosić wzroku. Przed sobą bowiem ma się z reguły piękne widoki, podczas gdy nad głowami w wielu miejscach zadomowiły się ogromne pająki.

Co do samej rzeki Cooks River to niestety widać na jej powierzchni masę śmieci. Mimo to przyciąga ona zwolenników kajakarstwa. Osobiście wolę jednak jechać jej brzegiem, w bezpiecznej odległości od brudnej wody (całe szczęście nie śmierdzi :-) )
[simpleviewer gallery_id=”24″ bgcolor=”ffffff” gallery_width =”100%” gallery_height =”800″]

3 thoughts on “Do pracy rodacy czyli tam i z powrotem

  1. pelikany na wolności, to ciekawy obrazek… bo w zoo w Warszawie jest jeden ale jakiś taki niepociumany 😉

    serdeczności
    T.

  2. muszę przyznać, że mimo, iż zupełnie powszednim widokiem jest przelatująca obok kolorowa papuga, kakadu czy pelikan, a jednak jakoś nie mogę się przyzwyczaić i zawsze śledzę je wzrokiem:) mała rzecz a cieszy :-)

  3. Początek bloga brzmi bardzo robotniczo, dojazd rowerem do fabryki, w której pracuje ukochany… Nawet troche pozytywistycznie;) Na szczescie nie samą pracą żyje człowiek i mimo wszystko macie czas na degustacje win. Kuba ostatnie zdjęcie na trawce jest bardziej niż wymowne – myśle, że to niezłe osiągnięcie zaliczyć tyle winiarni i to w godzinach nie wskazujących na godziny wieczorne:) ściskam mocno
    Gosia

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>