24 Nov

Za ośmioma dżunglami

Jaki piękny jest Królewski Park Narodowy przekonaliśmy się zeszłego lata (na przełomie stycznia i lutego), kiedy to ambitnie próbowaliśmy pokonać 30-kilometrowy szlak wzdłuż wybrzeża. Udało nam się wtedy przejść jedynie 2/3 z zaplanowanej trasy i od tamtego czasu czekaliśmy na sposobny moment, by wrócić i przebyć brakujący odcinek. Kolejne lato zbliża się wielkimi krokami, dni są coraz dłuższe i coraz bardziej upalne. Nie zwlekając ani chwili dłużej, zapakowaliśmy prowiant, spore zapasy napojów (nigdzie w parku nie ma dostępu do wody pitnej), mapę szlaku plus krem do opalania i ruszyliśmy w kierunku miejscowości Otford. Miasteczko to jest położone u podnóża Królewskiego Parku Narodowego i spacerując jego ulicami (co może zająć 10-15 minut, bo jest maciupeńkie) można zaobserwować całą masę przeróżnych kolorowych papużek.
Samo Otford choć niewielkie, w ciepłe dni przyciąga liczne rzesze bush-walker’ów, paralotniarzy i motocyklistów.

Nacieszywszy oczy widokiem na wijące się w oddali wybrzeże Wollongong, ruszyliśmy na półnoć – w stronę palmowej dżungli. Olbrzymie drzewa nieprzepuszczające zbyt wiele światła zapewniają idealne warunki typowe dla lasów deszczowych. Mimo iż od kilku dni w Sydney słońce przygrzewało zdrowo, tutaj na szlaku borykaliśmy się z niczego sobie błockiem (no dobrze, przyznaję, głównie ja się borykałam, Kuba był cwany i założył buty trekkingowe). Niesamowite wrażenie robiły też zwisające wokoło liany, kuszące by się na nich pohuśtać niczym Tarzan :-) I pewnie byśmy się chętnie na lianach wspierali, gdyby nie strach przed jadowitymi pająkami i wężami. Zwłaszcza, że przy szlaku znaleźliśmy tablicę informującą, że w okolicy mieszkają pytony diamentowe. Całe szczęście jest to gatunek aktywny nocną porą a my grzecznie przed dobranocką opuściliśmy park.

Po przebyciu dżungli, wydostaliśmy się na zbocza pokryte wysokimi trawami. Jak cudnie było znów się dogrzać na słońcu. No i cóż za widoki. Jaka przestrzeń dokoła. Na horyzoncie ukazała nam się plaża Burning Palms, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę. Mój odpoczynek trwał raptem 15 minut, bo dalej ruszyłam brzegiem morza by na własne oczy zobaczyć słynne “Figure 8 Pools”. Fale rozbijające się o skaliste wybrzeże porobiły w nim wnęki. Jedna z nich z upływem czasu przybrała kształt ósemki. Czasami trudno uwierzyć, jak idealne formacje tworzy natura. Obfotografowawszy “ósemkę” wróciłam na plażę do drzemiącego Kuby i ruszyliśmy w dalszą, powoli już powrotną drogę. Tym razem zamiast przez dżunglę, wybraliśmy trasę wiodącą szczytem pagórków. Odcinek ten okazał się dużo łatwiejszy i mimo zmęczenia pokonaliśmy go w błyskawicznym tempie. Na naszej drodze udało nam się spotkać też dwie strachliwe kolczatki (echidna), które na nasz widok uformowały nieprzyjaźnie najeżone kulki. Szkoda, bo na zdjęciach nie udało nam się uchwycić ich cudnych podłużnych pyszczków.

10 thoughts on “Za ośmioma dżunglami

  1. Aga! Outficik bardzo twarzowy: sukienka idealnie podkreśla bogatą zieleń i błękit morza i nieba:-) Trochę mi zabrało, żeby się domyślić, jak to zrobiłaś, że zarówno buciki, jak i sukienka zachowują na wszystkich zdjęciach oryginalne kolory, pomimo błota. To oczywiste: trzeba jak Tarzan po lianach!

    1. Aguś, ok przyznaję – selekcja zdjęć okazała się w tym przypadku kluczowa :) Odpowiedni profil, ujęcie i nie widać śladów błocka ani na sukience ani na butach 😉 Ściskam

  2. Zgadzam sie!! Widoki super!!! Dzielni z Was zdobywcy dzikich terenów :))) Aga, wyglądasz na dobrze zintegrowaną z lianami, widać że doświadczenia z parku linowego nie poszły w las:) (poszły w dżunglę;)

    1. Marzenko, a Ty jak wykorzystujesz zdolności wyniesione z parku linowego? 😉 Myślę, że w ramach podszkolenia powinnaś przyjechać w odwiedziny… Tu drzewa są gigantyczne, skok adrenaliny w parkach linowych gwarantowany :)

  3. czyta się Was lepiej niz Cejrowskiego! po powrocie koniecznie trzeba zorganizować wystawę Waszych zdjęć w Muzeum Fiedlera..zacznę już wydeptywac ścieżkę:)
    trzymajcie się ciepło !W.

    1. dzięki Wojtku! przyznaję, że wkładamy w tego bloga (jak i w opisywane tu wyprawy) całe serducho :) fajnie, że się podoba :-) a co do foto-wystawy to zawsze bardzo chętnie dzielimy się wrażeniami z podróży! W Puszczykówku pojawimy się na wiosnę :-)

  4. oglądam Wasze zdjęcia w drodze do pracy, stojąc w korku… i cóż – mocno kontrastują one z widokami zza mojej szyby 😉

    Pozdrowienia z grudniowej Warszawy
    T.

  5. Hej!
    Kuba, stwierdziliśmy zgodnie, że prezentujesz się niczym Chuck Norris :-) Bardzo twarzowy zarost. Mama nawet nie poznała Cię na zdjęciu nr 8. Zdjęcia kapitalne, lecz dopiero po filmiku można było sobie uzmysłowić jaką mieliście przeprawę po tej “ścieżce” 😉
    Uściski i całusy!

    P.S. Gdzie się podział pająk ze zdjęcia nr 47?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>