30 Apr

Good Mornington, Point Nepean.

Kontynuując nasze wojaże w okolicy Melbourne, wybraliśmy się na samiutki koniec półwyspu Mornington. Dzień był słoneczny, choć od południa (czyli z Antarktydy) wiał mroźny wiatr, który 40 stopniowe upały zbił o połowę! My się wiatru nie boimy, zapakowaliśmy do plecaka swetry i w drogę – zdobyć fort Nepean. Dojechaliśmy autobusem najdalej jak się dało, resztę zdecydowaliśmy się przejść. Choć część z odcinka pieszego można pokonać prywatnym busikiem, który kursuje między punktem informacyjnym Parku Narodowego Point Nepean, a fortem. Ale tak omija się szlak pieszy wijący się przez busz, zza którego od czasu do czasu wystaje lazur oceanu. W dniu naszej wycieczki trafiliśmy na regaty. Od niebieskiej wody wyraźnie odcinały się białe kły żagli. Gęsty busz, pomiędzy którym meandrowała ścieżka, chronił nas skutecznie od wiatru.

Pierwszy przystanek zrobiliśmy sobie przy punkcie informacje turystycznej wygodnie ulokowanym w kompleksie dawnej stacji kwarantanny. W połowie XIX wieku przybywający imigranci przechodzili przymusową kwarantannę, gdy zachodziło podejrzenie choroby zakaźnej na pokładzie. Statek eskortowano na Mornington i tylko tam pasażerowie mogli zejść na ląd. Ich rzeczy wjeżdżały na wózkach do pieca dezynfekcyjnego, gdzie w wysokiej temperaturze i przy dużym ciśnieniu minimalizowano potencjalne zagrożenie. Gorzej było trafić w takie miejsce zdrowym. Nie sposób czegoś nie złapać. Pomieszczenia szpitalne, piętrowe łóżka, piece i wysokie kominy kojarzą nam się bardziej z inną częścią naszej historii, ale tutaj naprawdę starali się leczyć ludzi. Z różnym skutkiem. Miejsce to miało szczególne znaczenie podczas pandemii hiszpanki, która atakowała wracających z Pierwszej Wojny Światowej żołnierzy.

Ze stacji kwarantanny przeszliśmy do fortu Nepean. Fort obecnie przekształcony został w muzeum multimedialne. Zdjęcia, artefakty, filmiki i nagrania audio przybliżają historię tego miejsca. Zwiedzanie jest za darmo. Wystarczy tylko trochę motywacji i sił, by dotrzeć na skraj półwyspu.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy też o plażę Cheviot, gdzie ostatni raz widziano ówczesnego premiera Australii – Holta. Premier Holt słynął z brawurowego uprawiania sportów wodnych. W 1967 roku mimo, iż morze było wzburzone i warunki do pływania były bardzo ciężkie, premier nie zrezygnował z zaplanowanej kąpieli. Nigdy się nie wynurzył, co więcej nigdy nawet nie odnaleziono jego ciała. Przez wiele lat temat jego tajemnicze zniknięcie było pożywką dla różnych teorii spiskowych. Ostatecznie jednak po prawie 40 latach(!) postępowanie zakończono i wyrokiem sądu uznano, że Holt zginął w wyniku utonięcia / nieszczęśliwego wypadku.

3 thoughts on “Good Mornington, Point Nepean.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>