25 Jan

Under down under. Cradle Mountain.

Cradle Mountain to bez wątpienia jedna z najbardziej fotogenicznych ikon Tasmanii (a już na pewno – jej zachodniej połowy). Niestety znajduje się też na szczycie listy najbardziej kapryśnych pogodowo zakątków. W ciągu całego roku jest tu zaledwie 60 słonecznych, ciepłych dni. Relacje znajomych, odwiedzających przed nami ten park narodowy zdawały się potwierdzać tę opinię. Zdecydowanie (za) często tu pada (deszcz czy śnieg, czasami po połowie) a szczyty gór toną w nisko zawieszonych chmurach. Z początku i my podpisalibyśmy się pod taką recenzją – dojeżdżając do Cradle Mountain obserwowaliśmy załamanie pogody. Niska temperatura, zimna, szara mżawka, niski pułap ołowianych chmur sprawiły, że nawet tutaj, w pełni kalendarzowego lata poczuliśmy “magię” polskich świąt. W jednym z deszczowych okien udało nam się rozbić namiot na sucho. Co więcej – doskonale wyposażona kuchnia z żywym ogniem ochoczo skaczącym po drwach w kominku sprzyjała integracji biesiadników, a żar bijący z paleniska pozwolił nam ogrzać się i wysuszyć mokre po trekingu odzienie. Tak więc wigilię Bożego Narodzenia przyszło nam spożywać przy prawdziwym ogniu. Wprawdzie zamiast suto zastawionego stołu z karpiem i barszczem ucztowaliśmy przy puszce tuńczyka z sucharkami, odgrzewanej szparagowej Campbella, ale klimat świąt był, a Wigilię AD 2013 będziemy długo i mile wspominać.
Tuż koło naszego namiotu, nie lękając się zbytnio ludzi, kręciły się kangury (pademelony) i oposy (possums). Niezbyt gadatliwe, więc trudno powiedzieć, czy mówiły ludzkim głosem. Trochę żałuję, ale diabła tasmańskiego nie udało nam się dostrzec. Od obsługi parku dowiedzieliśmy się, że aż 95% populacji diabłów zginęło w ostatnich latach z powodu raka. Próbuje się je ratować zakładając kolonie zdrowych osobników, jednak na efekty trzeba będzie jeszcze długo poczekać.

Poranek Bożego Narodzenia przywitał nas piękną pogodą. Magia świąt nie zawiodła i Cradle Mountain udało nam się zobaczyć w pełnym słońcu. Szlaków w tej okolicy jest co nie miara. Ja zdecydowałam się przejść trasę pokonującą Szczyt Wombatów, punkt widokowy Marion. Wracając wschodnią stroną jeziora Dove Lake zdobyłam Hansons Peak i zrelaksowałam się na brzegu krystalicznie czystego jeziora. Z samym szczytem Cradle Mountain zmierzymy się jeszcze przy kolejnej wizycie w Tasmanii.
Widoki na całej trasie są bajeczne. Z resztą zobaczcie sami…

6 thoughts on “Under down under. Cradle Mountain.

  1. A mozna sie kapac w tych jeziorkach? Piszecie wprawdzie o niskich temperaturach (ale jestescie w koszulkach, wiec uznaje ze to raczej australijskie znaczenie pojecia niska temperatura), ale zdjecia wprost zapraszaja, zeby wskoczac do wody i przeplynac sie choc kawalek.

    1. Prawdę mówiac to nawet nie wiem, czy można pływać w którymś z mijanych jezior. Żadnego śmiałka nie widziałam. A sama po całodziennym spacerze nie miałam sił na pływanie.

  2. Przepiękne miejsca, miejscami kojarzą się z naszymi Tatrami, tylko wody tam więcej; dzielne z Was Łaziki! Dzięki za podzielenie się urokiem tej wyspy. Mama

  3. O rety, lingwistycznie to bym nie rozgryzła gdzie byliście. Otaczały Was pas-de-melon i pau-sous, a na mapie jest zaznaczona góra “Oszukana stodoła”???

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>