31 Mar

Australia za karę.

Port Arthur to jedna z głównych atrakcji południowozachodniej części Tasmani. Owiana złą sławą placówka penitencjarna istniała zaledwie czterdzieści lat (1833 – 1877), a mimo to zyskała miano perły w koronie brytyjskiego więziennictwa. Ulokowana na krańcu ówczesnego świata (na Pacyfik mało kto się wtedy zapuszczał) otwierała swe podwoje dla morderców, gwałcicieli, złodzieji, rządnych krwi psychopatów, zwyrodnialców. Że tylko wymienię strażników… 😉
O więźniach nie wspominając, bo trafiali tu tacy, z którymi inne zakłady karne nie dawały sobie rady. Przestępca? Recydywista? Hasła nieco na wyrost zważywszy, że trafiali tu nawet dziewięciolatkowie. Bez żartów! W owym czasie rosnąca przestępczość na wyspach duszona była w zarodku. Siedmiolatkowie mogli być już sądzeni, ośmiolatkowie – zamykani w zakładach karnych na kształt domów poprawczych (jak to ładnie brzmi, prawda? – niczym, nie przymierzając, “gimnastyka korekcyjna”), w wieku lat dziewięciu dopuszczano już zsyłkę do kolonii karnej poza GB. Toteż najmłodszy “przestępca” odsiadujący wyrok w Port Arthur liczył sobie niespełna dziesięć wiosen – następnym razem trzy razy pomyśli zanim ukradnie dwie skrzynki zabawek.
Różnorodność wiekowa więźniów nie znajdowała odzwierciedlenia w instrumentarium wyroków – 7 lat, 14 lat, dożywocie. Żadnych odcieni szarości. Podział trójstopniowy, a prostszy niż nasze progi podatkowe!
Niech nie cieszą się jednak samarytanie pochylający się nad losem biednych skazańców. Przy średniej długości życia nie przekraczającej 45 lat, katorżniczej pracy przy wycince drzew (teren w promieniu 7 kilometrów został ogołocony z jakichkolwiek drzew) nawet siedmioletni wyrok równał się dożywociu.

Młodociani przestępcy trzymani byli z daleka od starszych więźniów, w poprawczaku na cyplu Point Puer, gdzie przyuczając się do zawodu (szewc, krawiec, kucharz, stolarz, szkutnik) mogli kontemplować swoje naganne zachowanie obserwując z okien budynku małą wysepkę, wyspę śmierci (Isle of the Dead), na której grzebano skazańców. Z 1500 zakopanych tu ciał zaledwie kilka przekroczyło magiczną czterdziestkę.

Mapa Port Arthur

Więźniowie byli podzieleni na grupy według wymiaru kary oraz stopnia posłuszeństwa. Jaskrawość ubioru poszczególnych grup była wprost proporcjonalna do ciężaru przewinienia więźniów, a odwrotnie proporcjonalna do ich potulności. Najwięksi trouble makers zamykani byli w izolatce (Separate Prison). Każdy z nich dostawał maskę odsłaniającą wyłącznie oczy. Przez cały okres pobytu w izolatce, więźniowie mieli absolutny zakaz wydawania jakichkolwiek dźwięków. Nie mówili, nie mruczeli, nie sapali, nie syczeli… Absolutna cisza., która łamie nawet najtwardsze charaktery. Mieli klawisze sposoby, nie ma co! Wisienką na tym więzienno-izolatkowym torcie było cotygodniowe obowiązkowe nabożeństwo w więziennej kaplicy przy indywidualnych pionowych boksach uniemożliwiających kontakty między więźniami z budującym, napawającym nadzieją kazaniem. Co tydzień tym samym – będziecie smażyć się w piekle.

Lokalizacja Port Arthur i jego otoczenie stanowiły jego naturalny system zabezpieczeń. Półwysep połączony z lądem wąską groblą, względna izolacja od innych osad, wysokie klify, zimne prądy morskie praktycznie uniemożliwiały ucieczkę, a mimo to znajdywali się zuchwalcy podejmujący wyzwanie. Anegdota mówi o skazańcu przebranym za kangura. Kiedy skocznie przekraczał Eaglehawk Neck, strażnicy próbowali upolować zwierzę. Uciekinier zrzucił skórę kangura i wrócił do więzienia.

2 thoughts on “Australia za karę.

  1. To ci pouczająca wycieczka. Pomyśleć, że teraz ludzie dobrowolnie się zsyłają do Australii i ani myślą o powrocie! Karygodne!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>