6 May

Under down under. Hobart.

Hobart. Pewnie większość z Was kojarzy Hobart dzięki słynnym regatom Rolex Sydney Hobart Race ruszającym w Święta Bożego Narodzenia z Sydney. Ani razu nie udało nam się jeszcze obejrzeć początku tej imprezy, bo nigdy nie ma nas w Sydney o tej porze roku. Za to pierwszy raz załapaliśmy się na jej finał. Już drugiego dnia po rozpoczęciu regat rozpoczęliśmy wyczekiwanie w marinie w Hobart. Musieliśmy kilka razy wracać, by w końcu zobaczyć na własne oczy, jak się wygrywa Rolex Sydney-Hobart Race:-) No więc wygrywa się łatwo… wystarczy mieć największy żagiel i najnowocześniejszy kadłub. Spodziewaliśmy się zaciętej walki na mecie, a tu między uczestnikami były godziny a nawet dni różnicy. Zwyciężył (już po raz siódmy z resztą) Wild Oats XI, któremu nie udało się jednak pobić własnego rekordu z zeszłego roku (42h, 23m, 12s).
Przeanalizowaliśmy historię tego wydarzenia i tylko jeden jedyny raz w dziejach tej imprezy zdarzyło się, że na mecie toczyła się walka o wygraną. Natomiast walka z żywiołem w trakcie imprezy toczy się co roku – cieśnina Bassa żeglarzy nie rozpieszcza. Kilka razy potężne sztormy przerywały wydarzenie lub niemiłosiernie je wydłużały. Najczarniejsza karta w historii regat dotyczy edycji z 1998 roku, kiedy to ponad połowa jachtów nie ukończyła regat, 5 łodzi zatonęło, a 6 uczestników utonęło.
Tym razem największym problemem uczestników była flauta.

W ostatnim tygodniu grudnia Hobart gości jeszcze jedną popularną imprezę – Hobart Taste Festival – festiwal smaku. Dziesiątki lokalnych restauracji, producentów serów, wina, cydrów i piwowarów prezentuje swoje specjały w ramach festiwalu. Klientelę wielkiej wyżerki zabawiają street performerzy, akrobaci, komicy, a do kotleta (i kufla) przygrywają wieczorami tasmańskie zespoły.
Główna ulica Hobart w każdą sobotę zapełnia się straganami (Salamanca market). Targowisko trochę przypomina poznański Jarmark Świętojański lub sydnejskie “Markets on The Rocks”.

Będąc w Hobart naprawdę warto odwiedzić galerię sztuki Mona. Położona poza centrum miasta dostępna jest z wody (promy odchodzą z Mariny co godzinę) i z lądu (dojazd własnym autem). Sam budynek galerii wykuty w litej skale jest oryginalny w formie i absolutnie niekonwencjonalny. Każdy zwiedzający otrzymuje iPhone’a z aplikacją Mona. Eksplorując wystawę, w telefonie na bieżąco pokazuje się informacja o mijanych eksponatach – ich opisy, nagrane wywiady z autorami, czasami utwory muzyczne wybrane przez autora. Różnorodność form, barw, kształtów, materiałów, technik wykonania, multimedialności i interakcji dzieł sztuki jakie Mona zbiera pod jednym dachem do prawdy zaskakuje. Podobnie jak to, czym właściwie jest sztuka. A niejedno ma imię. Od starodawnych mumii po nowoczesne pokazy multimedialne.

Hobart wygodnie rozgościło się w zatoce u podnóża góry Wellington, która dosłownie króluje nad miastem. Jej strome zbocza znad pozimu wody wspinają się na imponujące 1271m. n.p.m. Panorama miasta podziwiana ze szczytu zapiera dech, oddychanie utrudniał nam tym bardziej wiatr wiejący z prędkością 100 km/h. Patrząc na Hobart z lotu ptaka, przykuwa uwagę most Tasmana, który łączy zachodnią i wschodnią część miasta. O kluczowym znaczeniu tego mostu mieszkańcy miasta przekonali się w 1975 roku, kiedy został on staranowany przez gigantyczny masowiec pod komendą naszego rodaka – kapitana Boleslawa Pelca. Kapitan Bolek (przejdźmy na ty) pływał na tej trasie przez wiele lat. Prawdopodobnie dlatego, w ramach wyjątku, pozwolono mu na przepłynięcie przez jedno z bocznych przęseł mostu zamiast, jak nakazuje locja pod najszerszym środkowym łukiem mostu. Zbyt silny prąd rzeki przy zbyt małej prędkości okrętu, spowodował utratę sterowności jednostki, która przestała reagować na polecenia z mostka. W wyniku wypadku 3 segmenty mostu, łącznie 127 metrów betonowej konstrukcji, zawaliły się spadając na statek i doprowadząjąc do jego zatopienia. Kilka jadących mostem aut spadło do wody. 12 osób, w tym 7 załogi zginęło w tym tragicznym wydarzeniu. Wschodnia część miasta została odcięta, a dotarcie z nich do centrum oraz znajdujących się tu szpitali, szkół, miejsc pracy wydłużyło się o 1.5h!
Sąd morski uznał winę kapitana Pelca i w ramach kary za spowodowanie katastrofy w ruchu morskim zawiesił mu licencję na 6 miesięcy (żart?).

Będąc w Hobart warto wybrać się też na spacer wśród szczytów drzew – Tahune AirWalk. Platformy położone na wysokości od 25m. do 45m. nad ziemią pozwalają docenić potęgę kilkusetletnich drzew. Narkomanom szukającym zastrzyków adrenaliny, gorąco polecamy spacer po lesie (chwila ukojenia), by w ramach niego pokołysać się na dwóch kilkudziesięciometrowych wiszących mostach na których (i tu uwaga!) można się huśtać do woli (stąd nazwa “swing bridge”). Kołyska na moście linowym zawieszonym nad rwącą rzeką to świetne ćwiczenie dla błędnika – bomba, kto nie próbował ten trąba! :-)

2 thoughts on “Under down under. Hobart.

  1. To jaka decyzja Kuba? Startujesz z Sydney do Hobart w tym roku? Szkoda, że nie zaczęliście jeszcze na stałe zamieszczać tu filmów. . Jest świetny tekst, dobre zdjęcia, brakuje mi tu tylko dźwięku i ruchu. A jak dziś wygląda most ??

    1. Moze ja wyrusze z Sydney wodą, a Mama poleci?
      Spotkamy sie w Hobart po kilku dniach na Taste Festival?
      Propozycja otwarta… 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>