4 Mar

U-a-ha, nurki dwa…

Wielka Rafa Koralowa. Wspaniała i ogromna. Ciągnąca się przez 2600 km wzdłuż wschodniego wybrzeża w australijskim stanie Queensland. Jest największym żyjącym organizmem na Ziemi. Jest na tyle dużym, że widać go nawet z kosmosu!
Rafa widziana z kosmosu

O tym jak przepiękny i niesamowity jest świat podwodny przekonaliśmy się już wcześniej na nurkowych wakacjach na Fidżi. Od napotkanych tam podróżników nasłuchaliśmy się wtedy o innych fantastycznych nurkowych lokalizacjach… O Palau, o Vanuatu.. i – jakże by inaczej – o Wielkiej Rafie Koralowej. Bramą wjazdową do Wielkiej Rafy jest miejscowość Cairns. Zarówno kursy nurkowania jak i nurkowania turystyczne są tutaj organizowane przez cały rok. Łajby wypływają praktycznie każdego dnia. Do Cairns przylecieć można bezpośrednio z innych części Australii oraz z zagranicy. Łatwy dojazd w połączeniu z doskonale wyposażoną bazą nurkową, gęsto utkanym grafikiem rejsów, bogactwem samej rafy i pogodą sprawia, że rok rocznie Cairns najeżdżają dzikie hordy turystów (ponoć przybywa ich tu nawet dwa miliony rocznie!). Dużą popularnością cieszą się wycieczki kilkudniowe, tzw. “liveaboard”, podczas których wypływa się na zewnętrzny pierścień rafy. My również skorzystaliśmy z tej opcji. Zanim jednak wypłynęliśmy na głęboką wodę, Kuba musiał się dwa dni na basenie szkolić na licencjonowanego nurka. Ja tymczasem skorzystałam ze złotej porady Michała K. (którego losy polecam śledzić, bo właśnie o własnych siłach przemierza Amerykę Południową). Michał polecił nam dla porównania nurkowanie “Silversonic” z Port Douglas. Miasto pozostaje nieco w cieniu sąsiada Cairnsa, przez co rafa w jego pobliżu jest w nieco lepszym stanie. Rzeczywiście. Na mnie największe wrażenie zrobiły właśnie nurkowania w pobliżu Port Douglas. Warunki pogodowe były idealne, widoczność – 30 metrów, woda – klarowna… No i te wspaniałe zbiegi okoliczności… Jak tylko myślałam co chciałabym zobaczyć, nie mijała chwila, a przepływało to przed moimi oczami. Myślę “płaszczka”… Voila! – jest płaszczka. Myślę “żółw”… A żółw powoli wyłania się z wielkiego błękitu. Myślę “rekin”… I przepływam koło ferajny bawiących się rekinów. Że nie wspomnę o całej masie innych zwierzaków i korali, o których nawet nie musiałam myśleć, a pojawiały się na mojej trasie.
Ze wszystkich zaobserwowanych podwodnych stworzeń największe wrażenie zrobiły na mnie mątwy (ang. cuttlefish), które słyną z umiejętności zmieniania ubarwienia (taka podwodna wersja kameleona). Rzeczywiście, wypatrzenie ich pod wodą zajmuje trochę czasu (patrz zdjęcia). Inni mistrzowie podwodnego kamuflażu to pterois (ang. lionfish). Udało nam się też zobaczyć gigantycznego, ponadstuletniego żółwia Briana – ojca połowy żółwi na tej rafie.

Kuba ad vocem: Marcinie M., wzięliśmy sobie do serca twoją złotą radę i “pamiętaliśmy o oddychaniu” :)))

2 Sep

Oko w oko z rekinami

Fidżi jest miejscem, które przyciąga przede wszystkim miłośników spędzania czasu w i pod wodą. To istny raj dla lubiących snorklować, pływać wpław, pływać kajakami a także dla nurków. Jednym z kryteriów wyboru wysp, na które się wybraliśmy było posiadanie bazy nurkowej. Z odwiedzonych resortów tylko Long Beach nie miał własnej bazy.
Najbardziej w pamięci utkwiły mi pierwsze i ostatnie nurkowanie. U Robinsona zachwyt wzbudził pierwszy kontakt z rafą oraz przejrzystość wody na ponad 30 metrów!!! W innych miejscach woda niestety nie była już tak klarowna (czytaj widoczność spadła do circa 15-20 metrów). Z kolei na Bounty udało nam się podczas podwodnego spaceru zauważyć rekina lamparciego a także żółwia.
Niestety ani na Robinsonie ani na Bounty nie miałam okazji robić pod wodą zdjęć.
Dużo więcej farta miałam będąc na Coral View i Mantaray. Podczas moich nurkowań towarzyszył mi bowiem jako buddy Andreas, który dokumentował nasze podwodne odkrycia :-)
Muszę przyznać, że dobrze mieć takiego partnera nurkowego. Wyróżniał się zawsze pod wodą, gdyż jako jedyny w grupie miał aparat fotograficzny, bynajmniej nie kompaktowy. Zwłaszcza podczas nurkowania nocnego łatwo go było namierzyć dzięki małej czerwonej diodzie.
Dzięki Andreas za możliwość podzielenia się zdjęciami! (Vielen Dank Andreas! Poproszę o pełne przetłumaczenie tego zdania na niemiecki :-) )
A oto i fotki spod wody (część zdjęć – z nocnego nurka yeah! )