7 Oct

Dunns Swamp

Raptem 250km na północny zachód od Sydney, w centrum parku narodowego Wollemi, znajduje się urokliwe miejsce zwane Dunns Swamp lub w wersji aborygeńskiej Ganguddy. Miejsce to idealnie nadaje się na kilkudniowe wypady poza miasto.
Rozbiliśmy namioty nad rzeką Cudgegong i ruszyliśmy na spacer w dzicz. Okolice Dunns Swamp słyną przede wszystkim z formacji skalnych (tzw. pagody). Warto wspiąć się na niektóre z nich. Widok z góry jest naprawdę zapierający dech. My podczas naszych włóczęg natknęliśmy się na kangury, wallabies i oposy. Ponoć niektórym udaje się też wypatrzeć w rzece dziobaka czy żółwia. Niestety tym razem nie byliśmy zdeterminowani do wypatrywania tych pięknych zwierzaków i wstawaliśmy grubo po świcie. A przed zachodem słońca z kolei zgiełk obozowiska skutecznie odstraszał wszelką zwierzynę.
Warte polecenia jest też przepłynięcie się kajakiem lub pontonem po rzece Cudgegong.

Park Narodowy Wollemi jest drugim co do wielkości parkiem w Nowej Południowej Walii i jest to jedyne znane miejsce, gdzie występuje wolemia szlachetna. Drzewo to odkryto po raz pierwszy w 1994r. Po zbadaniu okazało się, że posiada cechy podobne do drzew sprzed dziesiątek milionów lat. Niestety (dla nas, ciekawskich turystów) wolemię objęto specjalną ochroną i jej dokładna lokalizacja jest skrupulatnie utrzymywana w tajemnicy. Mimo to, widok okolicy usianej pagodami motywuje wystarczajaco, by wybrać się do Dunns Swamp. Zwłaszcza, że dociera się tam, przejeżdzając przez przepiękne Góry Błękitne, gdzie warto zatrzymać się choć na krótką chwilę. Z kolei łasuchom polecam przystanek na szarlotkę. Po drodze mija się bowiem kilka sadów z jabłkami, przy których znajdują się knajpki serwujące przeróżne owocowe smakołyki.

11 Oct

Stefanoport i wszystkie me lejki (Port Stephens & Myall Lakes)

Gdzie się nie ruszyć Australia piękną jest. Toteż nie było trudno wyjechać z Newcastle i tuż za płotem natknąć się na kolejne urokliwe miejsce. Port Stephens jest popularną destynacją wakacyjną z kilku względów:
– jest blisko dużego miasta (Sydney, Newcastle)
– dojeżdża się do niego autostradą
– ma spokojną wodę więc można spuścić na nią tę łódkę, co to się ją trzyma na podjeździe przez cały rok
– można powędkować – a to tutaj chyba najbardziej męskie zajęcie ze wszystkich

Kilka highlightów:
– Wszystkie większe miejscowości w Port Stephens mają w nazwie “Bay” – Nelson Bay, Anna Bay, Shoal Bay, Fingal Bay, Salamander Bay
– Stockton Sand Dunes ciągnące się przez ponad 20 km na wschód od Anna Bay – raj dla wszelkiej maści pojazdów 4×4. Miejsce, gdzie kręcono Mad Maxa – niestety nie widzieliśmy. Mad Maxa – tak, ale wydm – nie :(.
– One Mile Beach – urocze miejsce, gdzie piasek złotym sierpem wrzyna się w morze. Ponoć doskonałe miejsce do surfowania, ale na spacery też się nadaje.
– Tomaree Head – góra broniąca wejścia do portu, którą w 1942 r. uzbrojono w potężne działa artyleryjskie. Broń nigdy nie odpaliła, ale zostawiła po sobie ślad – gniazda, w których zostały osadzone oraz koszary w których stacjonowali obsługujący ją żołnierze. Na szczyt (161 m) wiedzie kamienna ścieżka i metalowe schodki, a wspinaczkę umilają pajęcze sieci porozwieszane co rusz to wzdłuż całej trasy. Przy odpowiednim oświetleniu wygląda to fantastycznie. Ze szczytu rozciąga się powalający widok na okolicę.
– Fingal Bay – zatoka, która łączy się piaszczystą groblą z wysepką, na której działa latarnia morska. Na wysepkę można dostać się tylko podczas odpływu, przez kilka godzin dziennie.
– Na koniec nasz osobisty highlight noclegowy – miejsce absolutnie godne polecenia – YHA Samurai Beach. Byliśmy, spaliśmy, polecamy. Magiczne miejsce zaszyte w gęstwinie tropikalnego lasu.

Reszta opisów na zdjęciach.
Komentarze mile widziane.
Miłego oglądania!

6 Oct

Newcastle

Będzie trochę z historii. Naszej.
Mamy spore zaległości, więc czas nadrabiać.
Tuż przed przyjazdem do Polski w kwietniu jako pożegnanie z Australią urządziliśmy sobie kilkudniowy wyjazd na północne rubieże Sydney. Zbliżał się długi weekend kwietniowy (Easter zwany Wielkanocą). Wsiedliśmy w auto i siuuup – rzuciliśmy się w nurt rzeki aut wypływających w piątkowe popołudnie z Sydney. Rach-ciach nie minęły trzy godziny i jesteśmy w szóstym co do wielkości mieście Australii – Newcastle.
Miasto jest wystarczająco małe, aby stanowić ciekawą alternatywę dla ludzi szukających ucieczki z wielkiej metropolii, ale też na tyle liczące się w Australii i świecie, by skutecznie wabić ciekawymi perspektywami pracy.
Newcastle węglem stoi. Zresztą stąd też nazwa. Stare Newcastle, to angielskie, też znane jest z eksportu węgla. Ale przy New Newcastle wypada raczej blado. Było-nie-było jest to największy na świecie port przeładunkowy węgla. A jest co przesypywać.
Do monstrualnych ładowni statków towarowych stojących w porcie gigantyczne taśmociągi, ciągnące się kilometrami wzdłuż nabrzeża, przenoszą ponad 100 milionów ton węgla rocznie. Globalne ocieplenie? – Newcastle ma tu swoje trzy grosze. 😉